Ruch Rodzin Nazaretańskich - Archidiecezja Katowicka

"Po każdym upadku pamiętaj, że On czeka, że kiedy ty wracasz i przepraszasz Go, przynosisz Mu radość, bo pozwalasz Mu kochać siebie przez przebaczenie"
ks. T. Dajczer "Rozważania o wierze"

„U PROGU DNIA” - Św. Jacek – lekarz złamanych serc

U PROGU DNIA” w Radiu Katowice – Środa – 17. 08. 2016 r., g. 6.15 – ks. Stefan Czermiński
Środa 20 Tygodnia Zwykłego (rok II) – Uroczystość św. Jacka, gł. patrona archidiecezji.

ŚW. JACEK – LEKARZ ZŁAMANYCH SERC

Szczęść Boże Wszystkim!

Dziś mamy dzień szczególny, czcimy bowiem głównego patrona naszej archidiecezji, św. Jacka Odrowąża. Jego droga życiowa (rozpoczęta ponoć równo w 1200 r.), wiąże się mocno z jego wujkiem – jednym z pierwszych biskupów krakowskich – Iwo Odrowążem, obeznanym w świecie i wszechstronnie wykształconym (studiował we Francji i we Włoszech!). Gniazdo rodowe Odrowążów mieściło się w Kamieniu Śląskim (dzisiejsza Opolszczyzna), co wiele mówi o głębokich więziach Śląska z Krakowem.

Uczony ów wujek – biskup poznał w Rzymie osobiście – znanego już wówczas bardzo – św. Dominika, robiącego furorę w Europie niespotykanym dotąd pomysłem stworzenia przez niego wspólnoty mnichów żebraków – kaznodziejów ludowych. Młodzi ludzie, pełni zapału i radości, wykształceni, a zarazem bardzo pokorni, tak się spodobali biskupowi Odrowążowi, że poprosił Dominika o kilku z nich, aby stworzyli podobną wspólnotę w Krakowie, która by mogła promieniować na nasz młody kościół. Dominik zgodził się natychmiast, ale zręcznie odbił piłeczkę, prosząc w zamian o przysłanie polskich kandydatów do świętego miasta, na formację do swego zakonu. I tak właśnie doszło do wysłania Jacka i Czesława do Rzymu. Zdążyli oni jeszcze otrzymać białe habity z rąk samego Dominika, jako już jedni z ostatnich, tuż przed jego śmiercią, która niewątpliwie okazała się szczególnym ukoronowaniem tej stosunkowo krótkiej, a jakże skutecznej formacji.

Niedługo potem, w roku 1222, Jacek i Czesław są już w Polsce. Wtedy to Jacek zakłada pierwszy klasztor w Krakowie, który istnieje do dziś przy kościele św. Trójcy, niedaleko Wawelu. Gdy dzisiaj wchodzimy do tego kościoła, widzimy od razu upływ wieków, który podwyższył poziom ulic krakowskich; trzeba bowiem zejść kilka stopni w dół, a nie, jak przy innych – młodszych świątyniach – wchodzić po stopniach do góry.

To, co mnie najbardziej fascynuje w postaci św. Jacka, to szalone tempo zakładanych, i co ważne – istniejących do dzisiaj – klasztorów: rok 1222 – Kraków; trzy lata później – rok 1225 – Płock; rok 1226 – Sandomierz; także rok 1226 – Wrocław; rok 1227 – Gdańsk, a jeszcze dochodzi i Kijów, i Wilno, a nawet ponoć i Moskwa. Mocno zastanawia jednak ten niezwykły mechanizm działania łaski.

Spójrzmy zatem do dzisiejszych czytań. Może tam znajdziemy odpowiedź, skąd takie tempo?

Ewangelia przypomina o powołaniu Piotra i Andrzeja, którzy pod wpływem Jezusowego „Pójdź za Mną!” – zostawili sieci, ojca – z całą firmą, czyli łodzią, albo łodziami, i poszli za Chrystusem, tak jak stali. I znowu to samo wrażenie owej szalonej szybkości dokonywania się wielkich przemian wewnętrznych w sercach rybaków... Jak to zrozumieć?

Spójrzmy do pierwszego czytania, bo tam Izajasz uchyla rąbka tajemnicy. Prorok wyznaje, że to „Duch Pana Boga nade mną, bo mnie namaścił i posłał, aby... opatrywać rany serc złamanych, aby pocieszać zasmuconych... aby dać im wieniec, zamiast popiołu... olejek radości, zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu.” A zatem to Duch Święty! To On dotyka serc, ukazuje nowe perspektywy, pomaga podjąć decyzje...

Przypuszczam, że Jacek – ogarnięty Duchem Bożym – śpiewał piękne pieśni, których nauczył się pośród braci w Rzymie. Myślę też, że czuł się namaszczony owym olejkiem radości, jaki spłynął na jego serce poprzez kontakt ze św. Dominikiem. To Miłość Boża, jaką Jacek wyczuwał w swoim sercu, mówiła mu, iż nic mu nie grozi, bo czeka go kiedyś wieniec chwały, a przez wszystkie przykrości, jakie by nie były, przeprowadzi go Pan. Jezus dał mu coś jeszcze, czego się Jacek zupełnie nie spodziewał. Jezus uwolnił go od zepsucia wywołanego żądzą na świecie (2 czytanie!). Stąd zapał jackowy i niespożyte siły. Tym zapałem biały wędrowiec dzielił się ze wszystkimi, których spotykał, czyniąc czasem cuda, a nawet wskrzeszając umarłych, bo Maryja obiecała mu pewnej nocy, że go we wszystkim wysłucha. Taka wiara jest niesamowicie zaraźliwa! Zresztą, widzieliśmy ją przecież niedawno, podczas światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Wyobrażam sobie, jak św. Jacek tańczył z radości w niebie, gdy patrzał z góry na swoje miasto – rozśpiewane, roztańczone – z radości płynącej od Chrystusa, który nawiedzał kolejne serca młodych z całego świata... Ciekawe, ile nowych Jacków narodziło wtedy na krakowskich polach miłosierdzia... Jeszcze o nich usłyszymy!

Dobrego dnia!


© Ruch Rodzin Nazaretańskich - Archidiecezja Katowicka


DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd