Ruch Rodzin Nazaretańskich - Archidiecezja Katowicka

"Na próżno gimnastykowalibyście wasze umysły, na próżno napełniali głowę rozlicznymi pięknymi i potrzebnymi wiadomościami, jeżeliby zabrakło tego wewnętrznego dziecięcego stosunku do Niepokalanej jako do Matki, Hetmanki i Nadziei naszej."
Św. Maksymilian M.Kolbe "Pisma"

U PROGU DNIA - Czy naprawdę wierzysz w Zmartwychwstanie Chrystusa?

„U PROGU DNIA”  w  Radiu Katowice – Środa  –  24. 04. 2019 r.,  g. 6.15 –  ks. Stefan Czermiński
Środa Wielkanocna  (Rok 1, cykl C)  

CZY NAPRAWDĘ WIERZYSZ W ZMARTWYCHWSTANIE CHRYSTUSA?

    Szczęść Boże – wszystkim słuchaczom!
Dzisiaj Środa Wielkanocna – czyli czwarty dzień Oktawy Zmartwychwstania Chrystusa!  Największego Święta Chrześcijańskiego!
W Liturgii Słowa słuchamy pełnej niepowtarzalnego uroku Ewangelii o spotkaniu Zmartwychwstałego z dwoma uczniami, idącymi do Emaus.
    Byli kompletnie zszokowani śmiercią krzyżową Jezusa. Dlatego też pośpiesznie oddalali się od Jerozolimy i wszystkich związanych z nią tragicznych wspomnień, gdy nagle dołączył się do nich tajemniczy wędrowiec. Załamani, nie rozpoznali w nim Jezusa. Zapomnieli bowiem zupełnie o Jezusowych zapowiedziach, iż trzeciego dnia ich Mistrz zmartwychwstanie... Wszak jako potężny prorok miał wyzwolić Izraela! A tu – niestety – tak marnie skończył...     
    Tymczasem tajemniczy wędrowiec, przysłuchawszy się przez chwilę ich żalom, podjął temat, jednak w całkowicie przeciwnym duchu: zdecydowanie zakwestionował żale i pretensje uczniów! Krzyż i zwycięstwo wcale nie muszą się wykluczać, lecz mogą ściśle wiązać się ze sobą. Co więcej! Historię Jezusa zapowiadają prorocy! Trzeba spojrzeć na wszystko  inaczej. „Plany Boże – przekonywał z ogniem w oczach Nieznajomy – dotyczyły  czegoś o wiele większego, niż zwycięstwa politycznego. Chodziło o wyrwanie człowieka z mocy szatana i o wykupienie z przekleństwa śmierci, która należała się człowiekowi za jego nieprawość! To dlatego cierpienie i śmierć Jezusa były konieczne, ponieważ tylko tak wielka ofiara Syna Bożego gwarantowała ostateczne zwycięstwo nad złem i otwarcie ludziom drogi do Nieba!”


    Uczniowie czuli, że słowa Nieznajomego trafiają w dziesiątkę, ale dopiero wieczorem, kiedy – zaproszony na nocleg – Jezus odprawił im Mszę Świętą, otworzyły się im oczy i Go rozpoznali! Wtedy też opadł z nich całkowicie wszelki strach i z entuzjazmem wrócili do porzuconej wspólnoty Apostołów w Jerozolimie.
    Dobrze znamy tę romantyczną historię, ale czy my sami wierzymy w Zmartwychwstanie Jezusa? W Jego zwycięstwo i obecność przy nas? Może także i nam brakuje owego najważniejszego kroku wiary, owego „skoku w przepaść ufności”,  jakiego brakowało uczniom z Emaus, zanim zaprosili Jezusa na wieczerzę?
    Przypomina mi się tu niezwykła opowieść znanego misjonarza, księdza Jarka Cieleckiego, o ogromnej wierze i miłości do Zmartwychwstałego, jaką spotkał u Polaków na Wschodzie, w dalekim Kazachstanie. Ksiądz Jarek został wysłany do malutkiej wioski, gdzieś na pograniczu z Chinami. Podróżował tam najpierw lecąc zdezelowanym samolotem. Potem dalej, przez bezkresne stepy, samochodem – prowadzonym przez pijanych kierowców. Miał dotrzeć do pewnej chaty, gdzie mieszkała kobieta, u której od wielu lat gromadzono się w tajemnicy na modlitwy. Były to modlitwy mszalne – już tylko przed wyłożonymi na stół szatami liturgicznymi – jakie zostały po ostatnim kapłanie, który dożył tam kresu swojego życia.
    Tuż przed wioską – opowiada ks. Jarek – zatrzymał nas chłopak, prosząc, abym wsiadł na osiołka, którego przyprowadził ze sobą: „Ludzie proszą – wyjaśnił – aby ksiądz wjechał na nim do wioski!”. Zrobiłem to. Mieszkańcy witali mnie jak nigdzie i nigdy dotąd: rzucali kwiaty przed osiołka, zerwali mi guziki od sutanny na pamiątkę, całowali po rękach... A owa kobieta, u której przez lata odbywały się modlitwy – a miała już osiemdziesiąt pięć lat – uklękła przede mną, przed swoim domem, i zaczęła całować moje buty. Chciałem się wyrwać, ale się nie dało. Płakała i szlochała ze szczęścia.
    Kiedy podniosła głowę, nie wiedziałem, co mam robić. Byłem w szoku, a ona powiedziała: „Witamy Cię, Jezu!”. Protestowałem: „Ja nie jestem Jezusem!”. A ona na to, tak po prostu: „ Jesteś! Bośmy tu czekali tyle lat na kapłana i na Eucharystię! Ja zawsze mówiłam wszystkim, że przyjdzie do nas Pan Jezus i będzie Msza Święta; i na to przez te wszystkie lata czekaliśmy! Czasem żyliśmy jak zwierzęta, w lepiankach, na mrozie. Często brakowało chleba i wody, ale zawsze najbardziej tęskniliśmy za Mszą Świętą, za spowiedzią i za kapłanem. Gdy jego zabrakło, wszystko się załamało...”
„Uwierz mi – dodaje misjonarz – to było najmocniejsze Seminarium Duchowne, jakie w życiu przeżyłem”.
    „A potem Msza – z tymi ludźmi! Niewyobrażalne, co się tam wtedy działo. Robota paliła mi w rękach. Przez dwa dni i dwie noce chrzciłem ludzi, którzy przyjeżdżali często bardzo z daleka. Głosiłem też kazania; długie, bardzo długie, bo oni byli spragnieni Ewangelii. Bez snu, bez jedzenia; momentami myślałem, że nie dam rady, ale nie mogłem przestać, bo nie pozwalano mi przerwać. Tam się uczyłem naprawdę głębokiej i niesamowitej wiary.”
    Ta niezwykła relacja księdza Jarka nasuwa mi pytanie: Czy dopiero cierpienie pozwala zrobić ów decydujący krok do uwierzenia w pełni – w Jezusa Zmartwychwstałego?
    Dobrego dnia – życzy ks. Stefan Czermiński


© Ruch Rodzin Nazaretańskich - Archidiecezja Katowicka


DMC Firewall is a Joomla Security extension!